Jak wynika z badań na myszach i owcach, o których informuje pismo "Circulation Research", wdychanie tlenku azotu może poprawić przepływ krwi w mózgu po udarze niedokrwiennym i zapobiec uszkodzeniu tkanki nerwowej z powodu niedotlenienia.
Naukowcy z Uniwersytetu Ludwiga Maximiliana w Monachium wykazali, że zwierzęta po udarze, które inhalowano mieszaniną zawierającą tlenek azotu (w stężeniu 50 części na milion) miały mniejsze uszkodzenia tkanki nerwowej i lepiej funkcjonowały.
Udar jest określany jako nagłe zaburzenie czynności mózgu, które utrzymuje się dłużej niż 24 godziny i jest spowodowane zakłóceniem w przepływie krwi przez mózg oraz nieodwracalnym zniszczeniem neuronów w pewnym jego obszarze. W 85-90 proc. przypadków udar ma charakter niedokrwienny i jest spowodowany zablokowaniem tętnicy doprowadzającej krew do mózgu przez skrzeplinę, w pozostałych 10-15 proc. przypadków jest skutkiem pęknięcia naczynia i krwotoku (tzw. udar krwotoczny).
Mierzenie ciśnienia tętniczego na obu rękach powinno stać się rutyną - przekonują badacze. Z najnowszej analizy 28 badań wynika, że duża różnica pomiędzy wartościami ciśnienia na lewej i prawej ręce może wskazywać na zwiększone ryzyko chorób układu krążenia i zgonu - podaje serwis BBC.
Choć zgodnie z obowiązującymi wytycznymi ciśnienie powinno być mierzone na obu rękach, ankiety przeprowadzane wśród lekarzy wykazują, że nie robi się tego często - podkreśla dr Christopher Clark z Uniwersytetu Exeter, którego artykuł opublikowano w piśmie "Lancet". Różnica pomiędzy ciśnieniem skurczowym na prawej i lewej ręce wynosząca 10 mmHg może pomóc zidentyfikować pacjentów znajdujących się w grupie ryzyka bezobjawowej choroby tętnic obwodowych.
Przejadanie się przyspiesza starzenie się mózgu, natomiast ograniczenie jedzenia aktywuje cząsteczkę, która może pomóc zachować jego młodość - wynika z badań, które publikuje pismo "Proceedings of the National Academy of Sciences".
Jak przypominają autorzy pracy, wiele dotychczasowych badań sugerowało, że objadanie się oraz związane z nim choroby metaboliczne (w tym otyłość i cukrzyca typu 2) niekorzystnie wpływają na mózg - spowalniają jego funkcjonowanie, przyspieszają starzenie, zwiększają podatność na choroby degeneracyjne mózgu typowe dla starszego wieku, jak choroba Alzheimera czy Parkinsona. Natomiast ograniczenie kaloryczności diety pomaga spowolnić procesy starzenia się organizmu, w tym mózgu, i ograniczyć obumieranie neuronów. Jednak precyzyjny mechanizm odpowiedzialny za to na poziomie cząsteczek nie jest dobrze poznany.
Naukowcy z Katolickiego Uniwersytetu Najświętszego Serca w Rzymie we współpracy z kolegami z Niemiec, Kanady i Wielkiej Brytanii wykazali teraz w doświadczeniach na myszach, że za korzystny wpływ mniej kalorycznej diety na mózg odpowiada białko o nazwie CREB1. Zalicza się je do tzw. czynników transkrypcyjnych, regulujących aktywność innych genów poprzez wiązanie się z DNA. CREB1 aktywuje m.in. geny mające wpływ na długowieczność oraz na prawidłowe funkcjonowanie mózgu w zakresie zapamiętywania, uczenia się oraz kontroli reakcji lękowych.
W Polsce można byłoby uratować znacznie więcej osób z zawałem serca, gdybyśmy wcześniej wzywali pogotowie ratunkowe - przekonywali w piątek przedstawiciele Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego na spotkaniu z dziennikarzami w Warszawie. Ze statystyk wynika, że pod względem liczby wykonywanych zabiegów kardiologii interwencyjnej (udrażniania tętnic wieńcowych), ratujących życie zawałowcom, Polska jest na piątym miejscu w Europie, po takich krajach jak Niemcy czy Szwecja.
"To z czym nie możemy sobie poradzić od wielu lat, jest zbyt późne zgłaszanie objawów tzw. ostrego zespołu wieńcowego (OZW)" - podkreśliła prof. Janina Stępińska, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Z przedstawionych na spotkaniu danych wynika, że karetka w ciągu 15-20 minut jest w stanie dowieść do szpitala większość chorych z OZW (określenie coraz częściej używane przez kardiologów zamiast "zawału serca" - PAP). Zanim jednak wezwiemy pomoc, mija kilka, a czasami nawet kilkanaście godzin. "Zdarza się, że chorzy zwlekają nawet cały weekend zanim zgłoszą się do lekarza lub wezwą pogotowie, o ile mają szczęście i wcześniej nie umrą" - dodała prof. Stępinska.
Według prof. Andrzeja Rynkiewicza z I katedry i kliniki Kardiologii Klinicznego Centrum Kardiologii w Gdańskim Uniwersytecie Medycznym, jedynie 20 proc. osób z zawałem dociera do szpitala w ciągu dwóch godzin od wystąpienia pierwszych dolegliwości, kiedy są największe szanse na ratunek bez poważniejszych powikłań. Pozostali czekają, bagatelizując objawy, chyba że dojdzie do ostrego zawału serca, gdy ustaje krążenie krwi i pozostaje jedynie pięć minut czasu na uratowanie życia chorego.
W Szpitalu Wojewódzkim w Poznaniu wszczepiono pacjentowi stymulator serca, który jest odporny na działanie pola magnetycznego wytwarzanego w trakcie badania MRI. Zabieg przeprowadził dr Jaromir Furmaniuk wraz z zespołem z pracowni Kardiologii Inwazyjnej i Naczyniowej.
- Jeszcze niedawno w takim przypadku prawdopodobnie odstąpilibyśmy od wszczepienia stymulatora, gdyż nie było urządzenia obojętnego na działanie silnego pola magnetycznego wytwarzanego podczas badania MRI – mówi dr Jaromir Furmaniuk ze szpitala wojewódzkiego w Poznaniu.
Dane szacunkowe wskazują, że 50-75 proc. pacjentów z implantowanymi urządzeniami kardiologicznymi na całym świecie będzie wymagało badania rezonansem magnetycznym. Po 65. roku życia prawdopodobieństwo konieczności wykonania badań MRI wzrasta podwójnie, ta sama demograficzna grupa najczęściej kwalifikuje się też do wszczepienia stymulatora. Wraz ze wzrostem zapotrzebowania na MRI konieczne było wprowadzenie rozwiązań umożliwiających bezpieczne wykonywanie tego badania u chorych ze stymulatorami.
- Zarobki po pielęgniarstwie czy ratownictwie medycznym są wciąż marne. Już niedługo deficyt w tych zawodach może zagrozić prawidłowemu funkcjonowaniu ochrony zdrowia w Polsce - mówi rektor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.
Z prof. dr. hab. Januszem Morysiem, rektorem Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, rozmawia Jolanta Gromadzka-Anzelewicz Potrzeba wytrwałości słonia, wdzięczności klaczy i pojemności żyrafy, by przebrnąć przez sześcioletni maraton edukacyjny i stać się lekarzem - twierdzi Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Mimo to chętnych do studiowania medycyny nie brakuje? Odpukać, jak do tej pory liczba kandydatów ubiegających się o miejsce na naszej uczelni pozostaje od wielu lat na tym samym poziomie. Po kilkanaście osób starało się w tym roku o jedno miejsce na takich kierunkach, jak lekarski, lekarsko-dentystyczny
I fizjoterapia? Zainteresowanie fizjoterapią zmniejszyło się, bo wydaje się, że rynek w tym zakresie - nie tylko publiczny, ale i prywatny - staje się powoli nasycony. Absolwenci fizjoterapii zaczynają mieć problemy ze zdobyciem pracy. Nie ulega wątpliwości, że najlepszym barometrem zainteresowania daną specjalnością jest liczba ofert pracy dla osób, które ją ukończyły.
Na piątek (16 września) w Zabrzu zapowiedziano Dzień Nauki - plenerową imprezę, podczas której blisko 40 wystawców - m. in. medyczne uczelnie wyższe i instytuty naukowe, w popularnonaukowej formie zaprezentują swoje osiągnięcia. Organizatorami imprezy są: Fundacja Rozwoju Kardiochirurgii, Urząd Miejski oraz Centrum Kształcenia Praktycznego w Zabrzu.
Publiczność liczyć może na warsztaty, ćwiczenia, pokazy, eksperymenty i prezentacje. Jej udział w wydarzeniu ma mieć charakter interaktywny - będzie można dotknąć, spróbować, uczestniczyć osobiście w szeregu atrakcji prezentowanych na stoiskach poszczególnych wystawców.
Inicjator imprezy, czyli Fundacja, wzorem lat ubiegłych, będzie mieć w Dniu Nauki własne stoisko, a na nim m.in. ciekawostki z zakresu robotyki medycznej, jak choćby przenośny robot Robin Heart Junior, który jest demonstracyjnym przykładem zasad działania oraz reguł konstruowania robotów chirurgicznych. Naukowcy na specjalnym modelu fizycznym zaprezentuje też pracę mechanicznych pomp wspomagania serca.
Telemedycyna obniża koszty leczenia, ponieważ eliminuje konieczność zatrudnienia na miejscu osób opisujących zdjęcia. Sieć telemedyczna na poziomie lekarza rodzinnego przyczyniłaby się do skrócenia kolejek do specjalistów.
Obecnie usługi telemedyczne są wliczane w cenę procedury szpitalnej. I nie ma potrzeby tego zmieniać, ponieważ koszty inwestycji w systemy umożliwiające przesył plików obrazowych nie są duże. Warunkiem jest przyłącze odpowiedniej przepustowości. Szpital uzyskuje zapłatę za świadczone usługi medyczne i jego obowiązkiem jest oferowanie ich na najwyższym możliwym poziomie.
Dodatkowe opłaty za to, że korzysta się z rozwiązań pozwalających na konsultacje lekarskie w czasie rzeczywistym, czy też transmisję zabiegów operacyjnych zwiększałyby koszty korzystania z telemedycyny, a jej rolą jest te koszty zmniejszyć. I tak się dzieje, ponieważ bez rozwiązań technologicznych w razie konieczności niezbędne byłyby konsultacje innego rodzaju, za które trzeba byłoby zapłacić. Telemedycyna zmniejsza więc koszty diagnostyki, głównie radiologii, ponieważ nie trzeba zatrudniać na miejscu specjalisty wartego 15 tys. zł, a wystarczy zapłacić 20-30 zł za opis zdjęcia w specjalizującym się w tych usługach ośrodku.
Philips, międzynarodowy koncern oferujący m.in. aparaturę i sprzęt medyczny zaprezentował nowe rozwiązania technologiczne podczas kongresu Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Jedną z nowości jest mobilna aplikacja do rozpoznania, diagnozy i leczenia bezdechu sennego.
Według szacunków, ponad 100 mln osób na świcie może cierpieć na bezdech senny, a aż 80 proc. z nich nie zostało zdiagnozowanych. Bezdech senny często towarzyszy chorobom sercowo-naczyniowym (CVD) oraz wadach serca. Jeśli nie jest leczony, może przyczynić się do rozwoju nadciśnienia tętniczego, cukrzycy, zawału lub wylewu. Nowa aplikacja Sleep & Cardio pomaga w zidentyfikowaniu pacjentów będących w grupie ryzyka. Jednocześnie schorzenia sercowo-naczyniowe są główną przyczyną śmierci w krajach Unii Europejskiej. Według szacunków, schorzenia dotyczą ponad 2 mln osób rocznie, co kosztuje gospodarkę ponad 100 mld euro rocznie.
Wojewódzki Szpital Specjalistyczny przy ul. Kamieńskiego we Wrocławiu jako pierwszy w Polsce kupił z grantu naukowego nowoczesne urządzenie do udrażniania tętnic. W poniedziałek (5 września) chirurdzy nową metodą zoperowali trzech pacjentów.
Specjalistyczny sprzęt o nazwie Rotarex służy do mechanicznego, mniej inwazyjnego dla pacjenta udrażniania tętnic. Zabieg polega na nacięciu skóry w części udowej i dotarciu do niedrożnego miejsca w tętnicy, które jest widoczne na monitorze. Po dotarciu do zatkanego punktu, lekarz za pomocą miniwiertarki usuwa zmianę tak, aby tętnica znowu była drożna.
Zakupione przez szpital urządzenie może być wykorzystywane nie tylko do usuwania zmian miażdżycowych, ale także zatorów i zakrzepów w tętnicach.
|
|