Zaloguj
x
x
Zarejestruj
x

Forum Ratownicze
Galeria ratownicza
Komentarze użytkowników
Przeszukuj - Kategorie
Artykuły
Przeszukuj - Tagi

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Katastrofa kolejowa - Kołobrzeg 1992 rok

Katastrofa kolejowa - Kołobrzeg 1992 rok - Katastrofa kolejowa - Kołobrzeg 1992 rok
Artykuł z nieistniejącej już dzisiaj gazety "KOŁO BRZEGU" opublikowany dzięki uprzejmości użytkownika naszej strony Grzegorza Wasiaka. W owym czasie jako sanitariusz kołobrzeskiego pogotowia ratunkowego, uczestniczył w akcji ratowniczej (na zdjęciu z kroplówką w ręku) udzielając pomocy poszkodowanym w wypadku kolejowym przy ul. Wschodniej w Kołobrzegu.

Jak sam wspomina, bardzo dokładnie pamięta ten dzień i cierpienie ludzi uczestniczących w tym zdarzeniu . Dzisiaj jest ratownikiem medycznym w Posterunku Ratownictwa Medycznego w Rymaniu .

Być może wtedy zabrakło takich pomysłów jak promowana przez nasz serwis ogólnokrajowa akcja "BEZPIECZNY PRZEJAZD - Zatrzymaj się i żyj" .

Poniższy artykuł bardzo dokładnie oddaje atmosferę tamtego dnia.


Artykuł archiwalny: KOŁO BRZEGU NR 3 6-19.10.1994 Fot. W. Kramarczyk i M. Dowżycki


KOLEJOWA MAKABRA, czyli dzień, w którym płakało miasto

Połowa sezonu letniego. 27 lipca 1992 roku. Prasa donosi: "Dwóch mężczyzn zmarło w szpitalu, sześciu znajduje się pod opieką chirurgów. Pełny autobus linii nr 4 wpadł pod pociąg na przejeździe na ul. Wschodniej w Kołobrzegu. Sześciowagonowy pociąg elektryczny z Koszalina do Kołobrzegu przejechał jeszcze  17 metrów i zatrzymał się, mając po prawej stronie autobus wciśnięty pomiędzy wagony a słup trakcyjny.

Do tragedii doszło o godzinie 11.45. Pięć karetek pogotowia było akurat w dyspozycji. Kołobrzeżanin w wieku ok. 40 lat zmarł na skutek wewnętrznych obrażeń. Druga ofiara nie została zidentyfikowana. Kierowca autobusu był trzeźwy. Przed przejazdem wysadzał jeszcze kilka osób. Zatrzymał się przy znaku stop. - Nie widziałam tego pociągu - powiedziała chwilę po wypadku pasażerka. (...) Siedziałam z tyłu, ktoś krzyknął "pociąg". Instynktownie skoczyłam do przodu. Trafił nas w tył. Siedząca obok mnie kobieta wypadła przez okno (...). Strażacy cięli blachy, aby pomóc wydostać się uwięzionym pasażerom. Zabrakło pół metra, aby pociąg "przeleciał" nie zaczepiając zderzaka... ("Głos Pomorza" 28 VII 92)

Halina Kopczyńska, ofiara katastrofy, powiedziała: - Jechałam z Grochowskiej autobusem na działkę wraz z 12- letnią córką. Kierowca jechał bardzo spokojnie. Na przejeździe zatrzymał się i za moment ruszył ponownie. Wszyscy krzyczeli, że nadjeżdża pociąg, ale było już za późno. Kierowca zawahał się czy ruszyć do przodu, czy cofnąć autobus. Ruszył do przodu. Potem tylko ten pociąg, trzask, płacz dziecka, krzyk, ludzie pod siedzeniami. Z autobusu wyciągnęła mnie moja córka.

Kierownik pociągu Tadeusz Luciów: - Wyjechaliśmy na prostą. Dojeżdżając do przejazdu maszynista dał sygnał "Baczność". Dobrze widzieliśmy z kabiny zatrzymujący się przed stopem autobus. W odległości ok. 15 metrów od naszego pociągu autobus nagle ruszył. Maszynista uruchomił sygnał ciągły i nagłe hamowanie. Usłyszałem trzask pękającego szkła, krzyki i jęki ludzi trudne do opisania. Po zatrzymaniu pociągu wskoczyłem do autobusu. - Kierowca autobusu był bardzo wystraszony. Krzyczał, że nie widział pociągu - dodaje konduktorka Danuta Tytoń. ("Głos Koszaliński" 29 VII 1992 r.)

Katastrofa kolejowa - Kołobrzeg 1992 rok

Katastrofa kolejowa - Kołobrzeg 1992 rok - Katastrofa kolejowa - Kołobrzeg 1992 rok

Rok po tej tragedii, 10 sierpnia 1993 roku zapadł wyrok w sprawie przeciwko Eugeniuszowi Pawlikowi, kierowcy autobusu miejskiego, który nieumyślnie spowodował katastrofę. Sąd Rejonowy w Kołobrzegu skazał Pawlika na 1 rok i sześć miesięcy pozbawienia wolności, w zawieszeniu na trzy lata, oraz 15 min złotych grzywny. Zasądzono dodatkowo opłatę i koszty sądowe. Wyrok uprawomocnił się. Pawlikowi zaliczono areszt na poczet grzywny. Po wyroku areszt został uchylony.

Prokurator Aleksandra Kowalska od początku prowadziła tę sprawę. Dziś wspomina: - Katastrofa uświadomiła mieszkańcom Kołobrzegu, jak i władzom PKP, że przejazd na ul. Wschodniej jest źle zabezpieczony. Trwa szeroka dyskusja nad tym, w jaki sposób zabezpieczyć to przejście, przez które wielu wczasowiczów zdąża nad morze, w pobliżu bawią się gromady dzieci z osiedla "Ogrody". Mówiło się nawet, że tam muszą być postawione automatyczne zapory (drżenie torów, gdy nadjeżdża pociąg automatycznie powoduje zamknięcie szlabanu). Nie zrobiono praktycznie nic poza drobną "kosmetyką": wycięto krzaki przysłaniające przejazd i pomalowano białe pasy w pobliżu przejścia na tory.

Katastrofa kolejowa na ul. Wschodniej wywołała w społeczeństwie ogromne poruszenie. Szczególnie mocno przeżyli jej fakt kierowcy z komunikacji miejskiej, jak też i maszyniści kolejowi. Dzięki ich ostrożności i zakodowanym w pamięci lękom przed wtargnięciem pieszego lub pojazdu na nie strzeżony przejazd w dzielnicy "Ogrody", nie było następnych wypadków. Praktycznie PKP nie zrobiły nic, żeby ten przejazd uczynić bezpiecznym - twierdzi pani prokurator.
Nieszczęsny kierowca - sprawca katastrofy, dostał najwyższy wymiar kary za tego typu przestępstwo, tj. nieumyślne spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym - zakaz na 10 lat prowadzenia pojazdów. Kara ta - zdaniem Aleksandry Kowalskiej - jest adekwatna do wykroczenia.

Do katastrofy Eugeniusz Pawlik był cenionym pracownikiem, miał bardzo dobre referencje swoich przełożonych. Po wyroku i uchyleniu aresztu zaproponowano mu inną pracę w Przedsiębiorstwie Komunikacji Miejskiej. Był przez krótki czas kontrolerem. Przeżył bardzo mocno katastrofę. - Szkoda, że ja sam nie zginąłem. Muszę teraz żyć ze świadomością, że przeze mnie zginęli ludzie - mówi Eugeniusz Pawlik.
- Katastrofa kolejowa na przejeździe przy ul. Wschodniej, była pierwszą o takim ciężarze gatunkowym sprawą w mojej karierze prokuratora. Wyglądało to bardzo groźnie, niemniej tylko dwie osoby zmarły wskutek odniesionych obrażeń - mówi Aleksandra Kowalska.
Dziś po tamtej katastrofie pozostały wspomnienia, zdjęcia i kwiaty, które ktoś nieznajomy składa na miejscu tragedii. Jest też i krzyż umocowany do słupa. Jest też i lęk przed powtórką, bo nadal przejazd przy ul. Wschodniej jest nie strzeżony. Jak długo jeszcze?

Artykuł archiwalny z gazety: KOŁO BRZEGU NR 3 6-19.10.1994 Fot. W. Kramarczyk i M. Dowżycki

Dodaj komentarz

Komentuj, Nie obrażaj!

Uwaga! Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt. KONTAKT


 

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account