Zaloguj
x
x
Zarejestruj
x


Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Ponad 800 tysięcy kilometrów na liczniku – taki przebieg mają niektóre polskie karetki. I nie są to odosobnione przypadki. – Dziury w podłodze, odpadające fragmenty podwozia. Raz nawet silnik się zapalił – wyliczają ratownicy medyczni, którzy walczą nie tylko o życie chorych, ale i karetek, którymi jeżdżą.

Sygnały nam się przegrzewały i przestawały działać. W przypadku pilnego transportu trzeba było dzwonić po eskortę policji. Karetka nie powinna być dopuszczona do jazdy, a ona wozi codziennie ludzi – mówi Wirtualnej Polsce ratownik z północy Polski. Na liczniku samochód ma ponad 760 tysięcy przejechanych kilometrów.

I dodaje: - Karetka psuje się cały czas. Sprzęgło do wymiany, skrzynia biegów do wymiany, na wstecznym trzeba trzymać drążek zmiany biegów, bo inaczej wyskakuje. Mógłbym pół dnia opowiadać, co się psuje.

W niektórych stacjach pogotowia jeżdżą karetki z przebiegiem przekraczającym 800 tysięcy. to tak, jakby okrążyły kulę ziemską ponad 20 razy. Samochody mają ponad 10 lat i dawno powinny trafić na złom. - Jechaliśmy na sygnałach z ciężko rannym w wypadku. Coś gruchnęło po drodze, ale nie mogliśmy stanąć, bo pacjent też mógł się w każdej chwili zatrzymać. Jakieś 15 minut po tym jak dojechaliśmy do szpitala, na izbę przyjęć wszedł mężczyzna ze zderzakiem. Zobaczył, że nam odpadł i przywiózł na pogotowie. Niedługo pewnie nam tak silnik przywiozą – mówi Paweł, ratownik z województwa lubelskiego.

 

Co 4-5 dni w naprawie
Pracownicy pogotowia ratunkowego przyznają, że karetki z największym przebiegiem są traktowane jako zapasowe. – Ale i tak na okrągło jeżdżą, bo te nowsze też co 4-5 dni w naprawie. Kilka razy jechałem Sprinterem, który miał na liczniku 940 tysięcy. Koledzy żartowali, że to trumna na kółkach i może robić za karawan – mówi Tomasz, ratownik z Pomorza Zachodniego.

Ratownicy nie chcą podawać nazwisk w obawie o konsekwencje służbowe. – Jak raz powiedziałem szefowi, że tłumik odpada, to wrócił za pół godziny z drutem i szeroką taśmą klejącą. "Pobaw się w MacGyvera" - powiedział. Na szczęście przekonaliśmy go, żeby buda trafiła do mechanika – relacjonuje ratownik Tomasz.

Więcej: wiadomosci.wp.pl

Twoja reakcja na artykuł?

Dodaj komentarz

Komentuj, Nie obrażaj!

Uwaga! Komentarze są prywatnymi opiniami Czytelników, za które redakcja nie ponosi odpowiedzialności. Jeśli jakikolwiek komentarz narusza obowiązujące prawo lub zasady współżycia społecznego, prosimy o kontakt. KONTAKT


Kod antyspamowy
Odśwież

 

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account